Madziek's profileMadziek i jej życie.... PhotosBlogListsMore Tools Help

Blog


    March 31

    "krótka historia" i podziekowania z nia zwiazane...

    czesc...i juz mialam poukladane wszystko w główce...juz zaczelam sie godzic z tym co sie stalo....juz mialam nie napisac ani jednej linijki...ale jak? Grzesiek sie odezwal-napisal sms na ktorego postanowilam nie odpisywac...stwierdzilam ze tak bedzie lepiej...ale wieczorem ten telefon,ta rozmowa i ten sms z "Krotka historia" i Verba przez telefon...to wszystko sprawilo ze to co bylo poukladane w mojej glowie rozsypalo sie w drobny mak....znowu mysle , znowu obudzily sie wspomnienia .... dziwne to wszystko..nie potrafie tego wszystkiego ogarnac...co to jest????jak tu sie trzymac? i jak zrzucic gdzies na bok emocje uczucia a przede wszystkim wspomnienia? zna ktos recepte?bylam na rowerku...Justyna zaprosila na fajka , porozmawialysmy troche... a pozniej mijalam Fetę i In Vitro i ta pamietna pizzerie...dzis chyba nie zasne...dobrze ze jutro na 14 to odespie nad ranem...KREJZOLE WSPIERAJA! DZIEKOWAC!
     
     
    jest godzina 22.59....lezalam juz sobie smaczenie w łozeczku -nie spalam...bo dzis bedzie ciezko...ale tajemniczy sms wywabil mnie z łozka i przyciagnal  do gg :) na gg czekaly na mnie slowa niesamowitego wsparcia i zroumienia słowa ktore moglyby uskrzydlic kazdego słowa wiary i optymizmu wycelowanych wlasnie we mnie....dlatego chce w tym wlasnie miejscu podziekowac :
     
    Krejzolom : Olivce i  "S" te postrzelone wariatki: Olivka -twarda reprymenda i glupawymi pomyslami rozbraja najbardziej smutna i rozzloszczona Madzie , "S" -smiechowa zabawa opisami  , zabojczymi tekstami w pracy i innymi otchylami z rodziny krejzolowatych wspiera mnie jak moze :)
     
    duze podziekowania dla Tomka ktory dał mi ta wiare i optymizm w dzisieszej wiadomosci na gg :) , ktory zawsze zapyta "co tam Madziu słychac"?
     
    Justynce ktorej tez ostatnio wylewam wszystko z serducha jak wychodze na papierosa lub jestem na rowerze :)
     
    osobom z mojej grupy ktore zawsze  rozbawia i walna jakies smieszne hasło...
     
    kochanym rozmowcom ktorzy sprawiaja ze nie da sie myslec o niczym innym jak o ich dziwacznych problemach,niedosłuchu , niedowidu itp ;)
     
    Freshowi - mojemu netowemu znajomemu, ktory uwaza podobnie jak ja ze rower tez moze byc dobry na wszystko :)
    March 30

    KOŃCZYMY TEN TEMAT!

    Ostatni wpis dotyczacy Grześka!po tym jak zakończylam ten zwiazek okazalo sie ze ta decyzja byla jak najbardziej trafiona! tak jak juz kiedys pisalam nie pozwole na to by ktos bawil sie moimi uczuciami. nie chce pisac o Grzesku zle...i nie uczynie tego! zamykam ten temat i nie mam zamiaru poswiecic juz mu ani jednej linijki....czas zapomniec o tym miesiacu i zyc sobie dalej...nie warto sie smucic...i postaram sie zrobic wszystko zeby usmiech na mojej twarzy pojawial sie jak najczesciej....!!!!!!!! KONIEC !!!!
     
    a teraz z innej beczki -wlasnie wrocilam z pracy jestem zmeczona chce mi sie spacku...to wszystko przez ta zmiane czasu-na kogos lub na cos zlozyc wine trzeba ;) 8 godzin wloklo sie w nieskonczonosc...ekipa wczorajsza wiec znane towarzystwo ha ha ha....jeszcze dwa dni pracy i dwa dni wolnego...zaraz ide cosik zjesc bo jestem glodna jak wilk a pozniej moze rowerzyk....hmmm calkiem niezly pomysl bo rowerzyk dobry na wszystko :)no to ruszam pichcic - hi hi jak ja to lubie-szalenstwo w kuchni:) buziolki milego i slonecznego dzionka a duuuuuzo radosci :)
    March 29

    wieczory sa cholernie trudne i bolą

    czesc ...przezylam prace w sobote..jakos dalam rade...choc pozniej juz nie bylo wcale tak łatwo i znosnie...ekipa byla przednia...a co do wieczorow to po rozstaniu z Grzeskiem nie jest mi latwo..to chyba tylko oznacza ze to co zdazylam do niego poczuc bylo szczere...nie bolaloby gdyby nie bylo...łzy cisna mi sie do oczu.. mam nadzieje ze uda mu sie ten wyjazd-trzymam za niego kciuki....ide zjesc kolacje-jakos dzis nie bardzo moge o tym pisac-przykro mi...tej nocy spalam u Marty...teraz wiem to ze faktycznie jak sie o czyms mysli przed snem to jest w stanie ci sie to przysnic....dzis przysnil mi sie Grzesiek :(
    March 28

    the end .........

    witam! dzis kolejny dzien w tak szybkim tempie ze nie bylo czasu na nic. po przyjsciu na 9 do pracy okazalo sie zupelnie przez przypadek ze jestem na liscie osob ktore maja dzis szkolenie okresowe z BHP. wiec pedem dotarlam do sali 217...4 godziny szkolenia=4 godziny wolne od pracy zakonczone testem.  do konca pracy pozostalo 4 godziny i 3 przerwy(łacznie 50 min). a pozniej "S" wziela na przesluchanie i EWENTUALNIE tez troszku czasu zlecialo.o 17 skonczylam...ostatnio bardzo bola mnie oczy....czas na wizyte u okulisty...wiec wracalam do domku łzawiac i widzac przez mgle...to juz drugi taki silny atak bolu oczu..."syndrom oka biurowego" .Grzesiek chyba juz wrocil z domu-sadzac po opisach...bo kontaktu nie ma. jednak to koniec .... niespodziewalam sie choc gdzies wewnatrz cos mi mowilo ze cos jest nie tak. myslalam tylko ze stac nas bedzie na przynajmniej ostatnia rozmowe ale checi chyba brak...ja juz postanowilam sie nie narzucac bo niesety sie w tym wszystkim pogubilam...zrozumialam cisze i milczenie wiec moze juz slow nie trzeba i tak jak napisal kiedys Tomus jak nie ma rozmowy to pozostaje tylko głucha cisza-jednak ta mowi wszystko...jest mi bardzo bardzo zle...bo uwierzylam ze to moze sie udac, ze moze uda nam sie stworzyc naprawde fajny zwiazek....i cholernie mi przykro ze tak to sie skonczylo bo zalezalo mi na tym wariacie i nigdy nie byl mi obojetny choc roznie to bywalo....na poczatku nie chcialam tu napisac nic co by swiadczylo o tym ze jest mi teraz zle....bo nie lubie pokazywac ze jestem slaba...ale tyle jest we mnie tych smutnych emocji ze gdybym tu ich nie opisala to po raz pierwszy na moim blogu nie bylabym szczera...dlatego w dupie mam moja dume i to co ktos sobie pomysli...nie obchodzi mnie to teraz....TERAZ TYLKO PROSZE TEGO KTORY JEST U GORY ZEBY DAL MI SILE I WIARE UWiERZYC ZE JESZCZE BEDE SZCZESLIWA!!!
    March 27

    to moze let's dance...

    czesc .... dzis dzionek minal zadziwiajaco szybko i nie byl az tak straszny jak na prace po 4 dniach wolnego....moze to za sprawa let's dance, moze za sprawa disco lies...bo tych piosenek sluchalam przed wyjsciem do pracy i tanczylam po pokoju he hehe. dzis bylo zebrano w stylu ROZUMIEM I OCZYWISCIE...trwalo z godzinke...wyniki za zeszly tydzien przeszly moje najsmielsze oczekiwania...gut jak dla mnie...nie wiem jak dla szefow :) pozniej byl smazony makaron z kawalkami kurczaka...czas migusiem minal-skonczylam o 21 i tradycyjnie godzinka dluzej w pracy..."S" juz sie wscieka- nie chce mnie widziec po godzinach na sali dzis padlo haslo ze kiedys mi cos powie to wyjde z placzem i z fochem...no mile to to nie bylo dla ucha...i tak po pracy wrocilam z Olivka-znaczy poszlam z nia na przystanek zapalilysmy papierosa i wrocilam do domku...Grzesiek pojechal do domu-jutro wraca... i tu przytocze tekst piosenki "Stapamy we dwoje po niepewnym gruncie...czasem nawet jest z tym dobrze wstyd glosno o tym mowic" obiecalam sobie ze nie bede marwic sie na zapas...ze nie bede sie przejmowac juz tak bardzo-i tak czynie...a co los przyniesie to tak bedzie...trzeba zajrzec sobie w serducho tak na maksa i sie okreslic. romantico to juz dinozaury na wyginieciu i tacy zawsze maja troszku gorzej ale ja wierze ze sobie poradze...gdzies w jednej z grubasnych ksiag horoskopow przeczytalam jedno zdanie "Lwy kochaja mocno i namietnie sa w stanie oddac calego siebie jednak raz zranione potrafia tak mocno nienawidziec jak kochaly" ale to jeszcze nie ten etap....zyje z dnia nadzien i dobrze ze mam prace i bardzo dobrych ludzi wokol i to jest moim motorem napedowym do realizowania moich malych i duzych marzen szalenstw i stawianiu czola nawet tym najtrudniejszym chwilom...buziolki kochani...jak ja Was lubie :)
    March 26

    male przemyslenia

    widzialam sie z Grzesiem...byl u mnie kilka godzin...w koncu 6 dni sie nie widzielismy-stesknilam sie strasznie...i dowiedzialam sie ze Grzes jedzie w przyszlym tyg do Niemiec (poniedz lub wtorek) - przeczuwalam ze moge niedlugo to uslyszec...wiec pozostalo nam maks 2 spotkania do jego wyjazdu bo Olsztyn opuszcza juz w piatek a co za tym idzie pozostawia tu i mnie :( nie wiem jak to bedzie ale smutno mi sie zrobilo mimo ze od poczatku naszej znajomosci wiedzialam ze czeka go wyjazd...!  wieczorkiem smutno mi sie zrobilo jeszcze z innego powodu... nie dokonca wiem o co chodzi ale-gdzies w srodku o tym mysle i nie daje mi to spokoju ! chcialabym jakos pomoc...ale pewne rzeczy trzeba po prostu przemyslec samemu na spokojnie a pozniej szczerze o tym pogadac z osoba ktorej to dotyczy...jedyne co moge w takiej sytuacji powiedziec to uszi do gory i wierzyc ze wszystko sie szybciutko ulozy...w co gleboko wierze...zycie nie zawsze toczy sie z gorki...nawet czesciej trzeba sie pod ta gorke wspinac...najwazniejsze to uswiadomic sobie to ze jeszcze duzo rzeczy moze nas w zyciu zaskoczyc...wiele rzeczy ciezko nam bedzie zrozumiec a jeszcze innych nigdy nie pojmiemy...wiec moze napisze tak "Czasem trzeba zeby z czyjegos powodu bolalo serce-dziwne ale bez tego zycie byloby puste"  zawsze moc i sila smutku swiadczy o potedze milosci!!!! to swiadczy o tym ze kochasz! jesli to boli ta druga osobe to swiadczy o tym ze ona tez cie kocha bo widzi ze sprawila ze sie smucisz ..wiec czasami warto zaoszczedzic sobie smutku zeby moc bez niego dalej cieszyc sie kochaniem...rozumiecie o co mi chodzi.???..bo jest juz po polnocy wiec sama nie wiem czy przekazalam to dosc zrozumiale...reszta po dniu calym bedzie tu.... C.D.N
    no i jestem tu wieczorkiem...dzis dzien uplynal na robieni porzadkow...kurze i te sprawy... troszku tez popichcilam...z Grzesiem sie dzis o dziwo nie widze..akurat w tym momencie nie wiem co jest...zapadl sie pod ziemie...wiec bede siedziec w domku pod kocykiem...zaraz ma byc mecz pilki noznej Polska-USA...zobaczymy jak chlopakom pojdzie...dzis ostatni dzien laby...jutro na 13 do pracy:/ dobrze ze Olivek ma na 14 to powinnam to przezyc...
    ropoczynam ostatnie chwile leniuchowania...bo kto wie za jaki czas powtorzy sie taki luz...buziole krejzole i cala reszto swiata...DAM RADE NIE MA TO TAMTO...CO MNIE NIE ZABIJE TO MNIE WZOMCNI!
    March 25

    święta święta i po świetach...po szalonej podróży

    juz jestem dzionek minal spokojnie...dzis wrocilam do Olsztyna ...ale co to byla za podroz...tata odwiozl mnie na autobus do takiej miejscowosci jak Myszyniec (Kurpie). mialam jechac 15.25(i tu rozpoczyna sie ta facynujaca opowiesc) ale PKS gdzies wsiakl i nic takiego nie podjechalo na dworzec...wiec ja i jakis 10 pasazerow czekalismy na ten nastepny 15.39 (POŚPIECH) no i  to byl taki pospiech ze nam tylko smignal przed nosem i nie raczyl sie zatrzymac...widocznie kierowca stwierdzil ze ma komplet:/ "tych kierowcow pks to powinni zlapac za ....... "nogi "i porzadnie po chodniku przeciagnac"- to nie moje slowa tylko ktoregos z wkur...zonych czekajacych na pks do Olsztyna. stalam na tym glupim przystanku godzine jak łos jakiś! powiedzialam tacie ze wsiadamy w auto i odwozi mnie do Szczytna bo kolejnej godziny nie mam zamiaru spedzic na jakims tam dworcu...ruszylismy i stwierdzilismy ze 3 osoby moga jeszcze z nami jechac wiec zabralismy  pare-chlopaka i dziewczyne i jakiegos kolesia -mniej wiecej w moim wieku ...dojechalismy do Szczytna na dworzec pks..i tu ...jeden z tych typow mowi ze teraz pojedziemy jakims prywatnym busem...i co ? owy prywatny bus minal nas wlasnie i pojechal dalej....ale to nie koniec...ten koles wyciagnal kom i mowi ze pojedziemy tym busem ze kierowca zaraz zawroci i nas wezmie...dziwne he he ale przystalismy na to:) po chwili patrzymy busik zawraca i zajezdza po nas...(zastanawialo mnie tylko co sobie pomysleli pasazerowie ktorzy przejechali juz całe Szczytno i nagle kierowca zawraca i wiezie ich w druga strone po kolejna 4 dziwnie wygladajacych pasazerow ha ha ha :) nie mam pojecia kim byl kierowca dla tego typa....ale za bilet policzyl nam taniej i jechal chyba ze 100km/h busikiem pasazerskim...czyli nim sie obejrzalam bylam juz w Olsztynie...to byla dziwaczna podroz..ale bylo wesolo ha ha ha:) i tak znalazlam sie w domku - a teraz zapale papierosa i zastanowie sie jak spedzic ten wieczor bo jutro jeszcze jeden dzien wolnego :) jupii ...buziolki  ...

     

    PONIEDZIAŁEK  WIELKANOCNY-LANY PONIEDZIAŁEK…(24.03.2008)

    Dzin Dybry… wstalam jakos po 9 , dziadzio przyszedl  mnie oblac jak sobie lezalam w lozku wiec poduszka i kolderka troszku mokra była. Pozniej tradycyjnie odwiedzil nas  Jurek  i tez musowo woda wyladowala na mnie :) no to jak zostalam oblana to może  kiedys wyjde za maz ha ha ha ha :) zjadalam sniadanko wypilam kawke z rodzina.  Choc  Grzes  jest  u siebie w domku-tym razem czuje ze jestesmy razem…kontakt  jest-ciesze się…! Pobawilam się z  Dżojem –on ma niesporzyte sily jeśli chodzi o aport-wiec  ja wymieklam pierwsza i poszlam do domu bo zimno jest  a ze mnie zmarzlak:) teraz slucham muzyki na lapie…i ciesze się ze przyjechałam tu na swieta…! Dzis zdalam sobie sprawe jak czas szybko pedzi…niedawno był  Sywester  a  już  prawie kwiecień…to mi tylko uswiadamia ze stara się robie…nim się obejrze na karku będą  już  23 lata…. Jestem  tu  o 18.30 siedze na fotelu przy piecu  i co jakis czas dorzucam drewka na ogien-wieczorem przy tym samym piecu zapale papierosa i znowu zadumam się nad jakas sprawa… Moglam dzis wyladowac  Szczytnie…kuzynka   mnie  zapraszala co bym z nia pojechala do domku ale z moja mama widze się tak bardzo rzadko ze nie moglam  już dzis odjechac…a tak spedzilysmy te swieta na niesamowitych pogaduchach przy kawie:) teraz to wlasciwie nie mam pojecia kiedy się z nia zobacze. Jutro czas wracac do Olsztyna…chyba będę tam cos kolo  17. I wtedy tylko jeszcze środa  -wolne i myk w czwartek do pracy…hehe najsmieszniejsze ze w moich  myslach znajduje tez czas na krejzoli: Olivke i „S” bo z nich  sa najwieksze wariatki ale i Lumka i Złotuszka i Goszka… Duzo mysle tez o Grzesku-o tym ze za kilka dni może się okazac  ze już wyjezdza do Niemiec…to będzie dla nas prawdziwy sprawdzian siebie, sprawdzian nas…duze wyzwanie jak na poczatki bycia razem…ale  zobaczymy jak to będzie… no i pozostala mi Marta..kiedys były inne swieta-inne Boze Narodzenia inne Wielkanoce…teraz kontakt jest minimalny…zyczenia i krotkie zdawkowe co tam? Jak mija dzien?…czasem bardzo brakuje mi tego jak kiedys się  trzymalysmy… ale tak jak już pisalam nigdy już nie będzie tak samo…bo z czasem może i ludzie zapominaja o klotniach,przykrosciach i o tym co było zle , ale zapominamy tylko dlatego ze czas sprawia również to ze się zmieniamy… i tak naprawde po uplywie pewnego czasu  już nie jestes takim samym czlowiekiem jakim byles i jakim cie ktos zapamietal …no to chyba tyle…ide  wszamac schabowego i  jedna  z moich ulubinych salatek czyli salatke jarzynowa :) mniami…Wam tez smacznego choc jak wkleje ta notke to już będzie po wszystkim ale mysle ze telepatia nie zawiedzie…papacze…

     

     

     

    WIELKANOC….(23.03.2008)

    Czesc. Siadlam do lapa i pracuje w Wordzie gdyz nie mam tu u babci na wsi neta. Ale chce żeby notatki do mojego bloga  były na biezaco -zgodne z tym co danego dnia czuje…uwierzcie ale po kilku dniach a nawet na drugi dzien nigdy nie stworzy się  takiej notatki  jaka moglaby powstac w dniu realzacji tego co chcesz opisac …pamieta się już to wszystko inaczej…nie ma emocji…dlatego postanowilam pisac na biezaco a pozniej tylko dodac te  wpisy…

    Jest godzina 18:30…wczoraj wsiadlam w pociag gdzie spotkalam znajoma z pracy i jechalam do Szczytna…na dworzec wyjechala po mnie kuzynka z chlopakiem…i po przyjezdzie do niej zaczely się dlugie konwersacje o tym co się dzialo jak się nie widzialysmy…i tak czas lecial i lecial i poszlysmy spac jakos po 1 w nocy. Wstalam dzis o 4.20…a już godzine pozniej byliśmy w drodze na wies-pojechalismy od razy do kosciola na 6.00. jak zwykle była procesja i wszystko wygladalo tak jak to zapamietuje z roku na rok…nie pamietam kiedy spaedzalam swieta w Olsztynie…nie wyobrazam ich tam sobie…a o maly wlos moglabym siedziec  teraz sama w domu…po kosciele przesiadlam się do rodzicow do auta i przyjechalismy do babci…zaczelam pomagac w przygotowania tego upragnionego sniadania bo bylam już strasznie glodna….pozniej tradycyjnie wspolna modlitwa przed posilkiem i zasiedlismy do stolu…pysznosci :) nawet kielbasa ze swieconka mi smakowala co nie zdarza się często:) po sniadaniu wlaczylismy tv i okazalo się ze R.Kubica polski kierowca F1 dojechal na mete w Malezji na II miejsc :) i humorek mi dopisywal :) pozniej wpadly kuzynki na pogaduchy wspolny spacer  do lasu i papieros zapalony gdzies po cichaczu ha ha ha :)mama  widziala kolczyk w nosie i nic nie mowila he he zapytala czy bolalo…i tak mój kolczyk w nosie zostal oficjalnie zaakceptowany przez rodzine :)dzwonil  tez  Grzes-milo było go uslyszec  bo nie ukrywam ze troszku tesknie a nawet troszku bardzo…pozniej zjadlam obiad z rodzina i ucielam sobie 3 godzinna drzemke. Zmylam sterte naczyn chyba ze 20 talerzy , multum szklanek  i   jeszcze wiecej sztućcow-jak  zwykle uzbiera się tego po takich rodzinnych obiadkach w swieta :) teraz pewnie zjemy jakas kolacyjke …a pozniej czas na pogaduchy przy herbatce i duzej ilosci slodkosci :) - kochany pyszny serniczek :) a pozniej 10 kg  nadwagi ;) ejjj ….wlasnie się zorientowalam ze nie widzialam jeszcze mojego kochanego wilczura….jak to możliwe???bo z kotem już mialam dzis przyjemnosc się przywitac ! Ide zorientowac się o co chodzi…o i już wiem …tata zmienial kolo i zamknal  go przez przypadek w naszej zmotoryzowanej  stodole :) troszku tam posiedzial…ale z dwojga  …zlego lepsze to- bo już myslalam o najgorszym ze o czyms nie wiem!!!JESZCZE RAZ WSZYSTKIEGO DOBREGO W  TE SWIETA!!! Może jeszcze kilka słów wieczorkiem…zobaczymy…tymczasem buzka :* ps. To mi wyglada na dlugasna notatake ;)

    March 22

    Wesołych Świąt Wielkanocnych...

    czesc...dzis bardzo szybciutko...w pracy bylo fajnie-bezrobocie :) krejzole ze mna pracowaly wiec bylo wesolo + wspolne sniadanio-obiad z Golden Dargon pelne brzuchy he he-jeszcze sie ledwo ruszam..."S" mnie pare razy ustawiala do pionu bo za glosno sie smialam-hmm co zrobie jak sie siedzi kolo takich wariatek:) szefowa dobre serce puscila mnie do domku wczesniej wiec tym sposobem udam sie do babci na swieta. pociag mam 18.24 - jade do Szczytna...tam przenocuje u kuzynki a jutro rano trafie do miejsca przeznaczenia czyli na wies:) udalo sie wiec zjem cos wiecej niz jedno jajko:) najgorzej  ze nie bede tam miala neta jak ja to przezyje...ale moze to i lepiej tak sie na chwile oderwac od cywilizacji...biore lapa wiec notki beda robione a pozniej jak wroce to wkleje i zobaczycie co sie dzialo:) no bo jak bym mogla inaczej :) a teraz mykam sie pakowac i ruszam na dworzec...Wszystkim moim krejzolom i nie krejzolom i przyjaciolom i znajomym -tych z reala i tych wirtualnych i tym na chwile odwiedzajacym mojego bloga zycze WESOŁYCH POGODNYCH I RADOSNYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH...MOKREGO DYGUSA...I NIECH TEN ZAJAC CO TAM KICA RAZ NA ROK PRZYNIESIE COS FAJNEGO ;) PS. NIE OBŻERAC SIE ZABARDZO BO TO NIE ZDROWO I NIE PIC ZA DUZO BO MUSICIE MIEC SILE ZEBY WYPIC Z MADZIA JAK WROCI :) BUZIOLKI :*
     
     
    March 21

    padnieta tak juz konkretnie-tygodniowo

    witojcie ;) wczoraj u Olivki poszlysmy spac tak cos kolo 2.30...zastanawialysmy sie czy zawsze bedziemy takimi krejzolami...i czy to z wiekiem mija :) wstalam o 6.20 choc budzik ustawilam na 6.40...umyla ja sie ubrala i Olivek wyrzucila mnie na mroz :) mialam na 8.30 do pracy wiec trzeba bylo sie wczesniej podniesc...w pracy bylam tak jakos 8.20 niewyspana ... to byl intensywny tydzien... strasznie chcialo mi sie spac...ale jakos przezylam...Grzes dzis pojechal do domku...smutasno...a ja dalej nie wiem co ze swietami...nie mam pojecia jak i gdzie je spedze...rodzice codziennie dzwonia i pytaja czy uda mi sie jakos dojechac..a no moze i mi sie jakos uda...zobaczymy...poki co wiem tyle ze jutro mam na 9.30 do pracy Justyna sie ze mna zamienila zebym mogla jeszcze dopasc jakiegos busa ale nie wiem czy dam rade...wielkie dzieki za to-fajny gest:) wlasnie ogladam film ktory juz kiedys ogladalam-jest swietny "Ostatni Samuraj" znowu bede plakala -jak to bywa przy tego typu filamch ;/dopadl mnie kiepski nastroj...moze to juz te zmeczenie -sama nie wiem...dobranoc
    March 20

    zaczne tak z rana...a skoncze na wieczor...

    czesc...jeszcze nie dokonca pewna reka ale juz nie jest najgorzej...kika przemyslen z rana...1. popielniczka mallboro hmm:/ lipa:( , 2. wproszenie sie na 101-wsza :( 3. zjebka za niechcaco nieusuniete niecenzuralne zdjecie z imprezy. 4 . tekst Marty o 9 rano!!!!!rany za co?????za duzo jak na poranek prawda?????jeny!zaraz ruszam w droge....znaczy sie na 10 do pracy.....jak ja sie doczlapie???dzis mi sie nie chce-chociaz moze jak wyjde i poczuje swieze powietrze to sie obudze bo kawa nie pomaga:/...do wieczorka pa pa pa....jest godzina 0:25 siedze u Olivki -brzuchy pelne-pizza obalona! piwom mowie stop!!!! nie spijajcie mnie Madziek musi trzezwo myslec;) dzis wypilam redsika jak niektorzy twierdza "gówno nie piwo" ale co tam...troszke my krejzolki popisaly na gg  zupelnie zwyczajnym fredzlowym pelnym synchronizacji jezykiem zrozumialym tylko dla nas ha ha ha:) szefowa mamy nieprzecietna:) w pracy łaciaty kac byl... po wczorajszym-ledwo zylysmy wszystkie tylko szefowa sie trzyma bo jej nigdy spic nie mozemy ...pije z nami łeb w łeb a sie trzyma;) z Grzeskiem sie dzis nie widzialam , bylo dzis bez kontaktu...niestety...na gg sie tylko minelismy a jutro on zmyka do domu wiec chyba zobaczymy sie za jakies 5/6 dni...czas pokaze:) do juterka bo Olivek mnie chce zabic za to pisanie...buzka:*
    March 19

    dzień po urlopie...

    czesc...moze najpierw o tym co dzialo sie wczoraj wieczorem...umowilam sie z Grzesiem...przyjechal autem i pozniej pojechalismy na Kortowo...ale tam byla lipa wiec Grzes zajechal po swojego szwagra zeby nas podrzucil na stare misto bo Grzes chcial wypic piwko a wiadomo kierowca nie bardzo moze... wiec Szymon podrzucil nas pod alfe a pozniej wyladowalismy w Szafie...tam wypilismy łaciate i przenieslismy sie do Baszty na karaoke....bylo naprawde milo...dzis Grzes przyszedl pod prace bardzo lubie tego wariata:) wiesz Tomus mysle z nic na sile ...jesli tak sie potoczylo to znaczy ze mialo tak byc...i wiem ze czujesz zawod i jest Ci zle ale widocznie to nie bylo to... jeszcze wiele przed Toba wiec łap wiatr w zagle....a niebawem odplyniesz w nieznane i nim sie obejrzysz poczujesz dobro....ze plyniesz...ze jest tak jak chciales zeby bylo...taki facet jak ty trafi na swoj dryf....zobczysz! jest 3.12 wlasnie wrocilam z imprezy pozegnalnej Rafalka...fajny z niego chlopak -bije od niego niesamowita dobroc..."S" tez byla....ostatnio bardzo mnie zaskakuje ale bardzo pozytywnie....na impezie bylo ok tylko pod koniec jakis dziwny dol sie zalapal nie tylko u mnie...Olivku bedzie dobrze zobaczysz ze i Ty onajdziesz swoje slonce... buziolki lapserdaku nie ma co sie lamac...jutro do pracy .....jak ja wstane... nie pisze juz dlugich wiadomosci bo co niektorzy moga nie miec ochoty tego czytac:) ps DZIEKI ZA PODWOZKE:) pozdrawiam krejzoli...buziolki dla Grzesia-mysle:*
    March 18

    ostatni dzien urlopu ;(

    hej. dzis spalam dlugo chyba obudzilam sie jakos po 10.20. wstalam zjadlam pizamowe sniadanie i polozylam sie dalej spac. za drugim razem obudzilam sie jakos 12.30.caly dzionek bylam sama w domu.tata na rano do pracy..brat tez..dopiero co wrocil a na tate czekamy do 20. wczoraj przed 22 przyjechal Grzesiek i pojechalismy jego autem na obrzeza miasta i troszke w innej atmosferze zaczelismy rozmawiac bo to spotkanie o 19 bylo straszne.  po 23 wrocilam do domku i poszlam spac troche w lepszym nastroju niz mialam wczesniej. a dzis dzien spedzilam na wertowaniu stron allegro..trzeba zrobic jakies zakupy:) wieczorem jestem umowiona z Grzeskiem...znowu ma po mnie przyjechac ale co on tym razem wykombinuje tego nie wiem. nie chce mi sie wracac do pracy...nie mam najmniejszej ochoty i to jest straszne...teraz bedzie ciezki czas wkrecania sie w ten wir zupelnie na nowo...o rany...jutro na 10....ble!!!!moze wroce tu wieczorkiem jak sie wyrobie...buzka
    March 17

    gdzieś między czarnym i czerwonym , pomiędzy krzesłem a podłogą....gdzieś pomiędzy wierszami na skrzyżowaniu słów niewypowiedzianych...

    czesc z rana, dzis napisze tu wiele i o wielu rzeczach tu wspomne...zacznijmy od tego ze wieczor o ktorym pisalam nie wygladal tak jak mial wygladac...mialam isc do kina z dziewczynami z pracy...ale plany sie nieco zmienily...dowiedzialam sie ze jedna z nich rozstala sie wlasnie wczoraj z facetem z ktorym byla 4 lata...u mnie tez w tych sprawach nie jest najlepiej wiec nie byl to najlepszy dzien ani dla mnie ani dla niej . bylam w szoku...pod alfa stwierdzilysmy ze chyba lipa z kina skoro tak sie rzeczy maja...wiec poszlysmy na piwo...wyladowalysmy w baltazarze .... i tam dowiedzialam sie o dziwnych troche zaskakujacych mnie rzeczach-zastanawialam sie tylko gdzie ja bylam ze o tym nie wiedzialam...wszystko to takie dziwne nagłe niedopojecia...ciezki szok mnie dopadl a dziewczyny obserwowaly moja reakcje,a mi szczeka opadła prawie ze do ziemi... nie lubie sie dowiadywac o takich akcjach wtedy wszystko staje sie takie inne obce i nieznane \ co do "S"- stwierdzam ze ona gdzies zawsze jest obecna...chodzi o to ze duzo widzi i madrze czyta wiekszosc wydarzen delikatnie zwroci uwage i trzyma nad wszystkim kontrole! wiec dobrze jest zwrocic sie do "S" z hasłem - Ty mnie dziś pilnuj! (raczej mowa nie o mnie choc ja lubie tez dla bezpieczenstwa wypowiedziec to zdanie)...spalilam multum papierosow...Grzesiek pisal smsy...mile aczkolewiek przez weekend dostalam ich lacznie 2 a w ciagu wczorajszych 2 godzin moze z 5 + jeden telefon... nic z tego nie rozumiem...!popieprzone to wszystko!  ... kumpela ktora rozstala sie z facetem poprosila nas zebysmy spaly u niej...nie chciala byc sama w takiej chwili....po jednym piwku z marszui tak jak stalysmy...poszlysmy do sklepu po laciate i pojechalysmy na jaroty...nigdy nie wiem jak sie zachowac w takich chwilach...nie wiem czy pocieszac czy pozwolic sie wyplakac... z reszta nie jestem w tej kwestii ekspertem bo sama nie mam szczescia to co bede kogos pouczac...tez mi bylo zle wczoraj...wiec pilysmy to piwko do pozna i rozmawialysmy i znowu spalilam ogrom papierosow...obudzilam sie o 5 dziewczyny przed 7...ale od 6 juz je meczylam bo mi sie nie chcialo tak lezec samej wiec sobie tak twardo nie pospaly....dzis juz zdazylam odwiedzic prace bo dziewczyny mialy na rano...wiec wloklysmy sie w gigantycznych korkach....i dojechalysmy na 8.30...sprawdzilam grafik...co prawda w swieta nie pracuje ale mam sobote zawalona(12-20) co uniemozliwi mi wyjazd na swieta:( wiec  spedze ta Wielkanoc sama w Olsztynie bo rodzina jedzie juz w piatek...i jest mi z tego powodu bardzo smutno!!!!bo beda to moje pierwsze samotne swieta w zyciu! jeszcze jedna sprawa ktora mnie tylko jeszcze zastanawia. w zwiazku z wczoraj otrzymanym smsem....co "S"  chodzi po glowie i co ona tam sobie wymyslila ...bo to bardzo ciekawe... hmm...ZIELONO MI! pozniej bedzie notka z dnia dzisiejszego...a poki co ide spac bo to byl wieczór ciezki pelen wrazen , emocji i pelen łaciatych procentow... aaaa i jeszcze jedno wazne wydarzenie...jak wrocilam tata zapytal jak sie ma kolezanka...i powiedzial ze nie ma co plakac bo skoro tak sie stalo to szkoda łez...tylko po chwili dodal ze łatwo jest mowic a gorzej z wykonaniem...madre słowa tatuli:) ale nie o tym mialam pisac...jak tak o tym rozmawialismy w pewnej chwili tata zadał mi pytanie "CO TY MASZ NA NOSIE"? ha ha ha i w ten sposob tata zauwazyl ze mam kolczyk -po takim czasie...choc wiecie-nie jestem przekonana czy faktycznie wie ze to kolczyk bo na jego pytanie odpowiedzialam " aaaaa nic" :) a on juz nie wnikal...mozliwe ze jeszcze powrocimy do tego tematu jak sie drugi raz dobrze przyjzy:) poki co jest ok a ja z tata w dobrych relacjach:)...teraz to juz lece spac...wieczorem czeka mnie arcypowazne spotkanie z Grzeskiem...czuc napiecie....
     
    część 2.
    jestem tu wieczorem...dzis dzien minal cholernie leniwie caly dzien lezalam...dlugo tez pisalam na gg z Olivkiem...dawno juz tak nie pisalysmy...brakowalo mi z nia kontaktu...pozniej poszlam spac , pozniej znowu lezalam...duzo dzis myslalam o wszystkim...o pracy...o Grzesku o tym jak jest, o moim zyciu i przyszlosci...i caly dzien przygotowywalam sie psychicznie  na to spotkanie...wiedzialam ze bedzie trudne...tylko ze nie myslalam ze az tak...myslalam ze powiemy sobie tyle rzeczy ze wyjasnimy watpliwosci ale wiekszosc drogi to byla jedna wielka cisza...przez glowe przewijaly sie setki mysli...setki slow...setki uczuc...wiec jak Grzesiek zapytal o czym mysle to nawet nie bylam w stanie odpowiedziec...tyle tego bylo...slowa nie bardzo chcialy wydobyc sie z wnetrza....mimo ze bylo tyle do powiedzenia...nie wiem jak to bedzie...ciezko mi to sobie pukladac...chcialabym zeby bylo dobrze ale najwyrazniej to nie jest wszystko takie proste  skoro jest jak jest...dostalam od Grzeska sliczna roze...to bylo bardzo mile z jego strony...otwierajac drzwi do mieszkania poczulam ulge...moze to chore ale cieszylam sie ze to koniec spotkania bo nie chcialam juz go przedluzac...bo ten czas niby krotki a ciagnal sie w nieskonczonosc te 30 min wypompowalo mnie doszczetnie....wypompowalo mnie emocjonalnie.....i poczulam taka bezsilnosc wobec samej siebie...przykro mi jest!!!!! oprocz  tego konczy mi sie urlop...pozostalo tylko jutro...zastanawiam sie jak spedzic ten dzien...tak zeby odpoczac najbardziej jak to mozliwe...zmykam stad ...dzis juz nic tu po mnie!
     
    March 16

    "obudzilam się póżniej niż zwykle.....

    wstałam z łóżka w radiu była muzyka..." lecz nie słowa tej piosenki dziś chodzily mi po głowie jak wstałam...a raczej tekst " nie ma nic, nie ma mnie, niby bezpiecznie ale wcale nie jest dobrze w moim snie" -co za beznadziejene uczucie...!!!!  he he ale lubelski full potrafi rozluznic najbardziej napieta atmosfere i i najpodlejszy nastroj...przynajmniej na te 3 minuty sluchania tego czegos ha ha ha ha ;)wypelnilam dzis pit... niewiele tego zwrotu kasy ale zawsze cos ;) napewno sie przyda:) wieczorkiem wybieram sie do kosciolka a teraz czekam na obiadek...tata cosik pichci:) chcialabym dzis pojechac nad jezioro...nad Skande albo na plaze miejska nad Krzywe...tam mozna oderwac sie od wszystkiego ... jest chlodno ale nie raz tam bylam jak padal deszcz albo jak bylo siarczyscie zimno...oczywscie jak byl upal tez tam bywalam...-dziwna zachcianka prawda???-ale taka moja...a moze tak na rowerek..przez  okno dostaje sie slonce wiec moze to dobry dzien...dzis stwierdzam ze pewnym mozesz byc tylko siebie. ha ha ha co za scenariusz??? -tylko co to kurwa mial byc za film? z happy endem? nie sadze scenarzysta cos spieprzyl po drodze! i happy end diabli wzieli! to jakis zart ide do kina z dziewczynami, nie wiem na co ale - ide mam nadzieje ze w tym prwadziwym filmie wszystko bedzie mialo rece i nogi bo najbardziej boli jak ktos bawi sie twoimi uczuciami-...a pozniej na piwko...bede tu poznym wieczorkiem.
    March 15

    3 dzień urlopu...

    witam. dzis w srednim nastroju. Grzes pojechal wczoraj do domku na weekend-nawet chcial zebym sie z nim zabrala ale mialam myc okna i odpoczac a wiadomo ze odpoczywa sie najlepiej we wlasnym domku.jesli wytrwamy to jeszcze bedzie nam dane siebie wzajemnie poodwiedzac. cos jest miedzy nami nie tak...takie rzeczy sie czuje...zapowiedz konca??? sama nie wiem ciezko jest mi pojac charakter Grzeska :( cos sie nie czesto odzywa a to daje do myslenia a raczej nie wrozy nic dobrego...ale zobaczymy jak to bedzie. czas pokaze....
    a z innej beczki....kupilam dzis router do laptopa zeby sie nie bic z bratem o neta ;) balam sie tego zakupu bo nie znam sie na takich rzeczach...zawsze  jak cos kupie to cos z tym czyms  jest nie tak...albo mi nie dziala albo nie moge skonfigurowac albo jeszcze 100 tysiecy innych dziwnych problemow...powiem szczerze ze jedyne tyci tyci nauczylam sie w pracy o kompach modemach itd itd . kupilam to smieszne urzadzenie rozpakowalam i czarna magia...ha ha ha jakies kable zasilacze ...jeszcze instrukacja po angielsku ... wzielam sie za montaz. pierwsze 2 proby lipne. 3 udana :) jak to mowia  do 3 razy sztuka:) jestem genialana...dalam sobie z tym rade :) dzielna ze mnie dziewczynka :) dostalam zaproszenie na piwko i od Justynki i od Olivki...he he sama nie wiem-pewnie zostane w domku i otworze zywca ;) cos mnie gardziolko pobolewa i kicham wcale sie nie zdziwie jak dopadnie mnie jakas zaraza...oby jednak nie!!!! zmykam stad -pozdrawiam i buziaki :* no jestem ...jest godzina 23.22...jednak Justyna przyjechala w odwiedziny do mnie...tata na noc...braciak wybyl gdzies z domku...wiec kupilysmy po dwa łaciate zamowilysmy pizze i tak siedzilysmy i gadalysmy...pozniej wbila Justyny kolezanka - dalej siedzialysmy i rozmawialysmy :) pozniej kolo 23 dziewczyny pojechaly do domku...a ja siedze tu i koncze notatke z dnia dzisiejszego...fajnie ze tak sie skonczyl ten wieczor bo byloby dzis kiepsko a tak jest troszke lepiej:) a lubelski full poprawil mi nastroj niezmiernie ha ha ha ha :) dobranoc
    March 14

    po imprezie pracowej, po Olivkowych urodzinach ;)

    C.D.N....HA HA HA...CHWILOWA NIEMOC ;) no dobra juz jestem :) he he he...wiec dzisiaj wstalam kolo 10...balam sie podniesc glowe po wczorajszej imprezie ale nie bylo łaciatego zawrotu głowy...byl tylko łaciaty kac-pragnienie piciu...czulam sie calkiem dobrze-ale mimo wszystko ciesze sie ze nie musialam wstac do pracy tylko lezalam tyle ile mi bylo trzeba...zabralam sie za obrobke zdjec i robilam co moglam zeby poprawic pewne niedociagniecia ;) pozniej wzielam sie za mycie tych nieszczesnych okien...i z 4 umylam 2...wiec jutro druga tura..pozniej juz mi sie nic nie chcialo nawet robic obiadku wiec zadzwonilam do Golden Dragon po Kurczaka Szanghaj w sosie słodko-kwaśnym z ryżem i surówka :) napelnilam brzusio i lezalam ha ha ha:) i takl zlecial 2 dzien urlopu ... cholerka szybko mija te wolne ;/ a teraz troche o wczorajszej imprezie....
     
    Imprezka pracowa AMNEZJA 13.03.2008 :
    wiec bylo tak...wczoraj jakos nie mialam nastroju zeby isc na impreze...pierwszy raz mialam cos takiego...ale mowie ide bo sa Olivki urodziny ...
    i poszlam...z poczatku byla skromna grupka ale z czasem bylo nas juz calkiem sporo:) jak zwykle bylo duzo smiechu bylo na co popatrzec i z czego sie posmiac...jak wszyscy zaczeli tanczyc ha ha ha naprawde komiczne akcje...tylko jedna osoba wydawala mi sie smutna przez caly wieczor :( Olivka miala urodziny-zaspiewalismy jej takie 100 lat ze ho ho ho i to nie raz ;) w prezenciku od naszej grupy dostala psiaka owce i kartke ha ha ha-chyba prezent sie spodobal i dobrze bo tak mialo byc :)uwielbiam tego krejzolka :) na poczatku Olivek miala dziwny nastroj -balam sie ze nie przejdzie, ale pozniej bylo juz tylko lepiej...kamien z serca! wszyscy sie bawili - naprawde fajna imprezka nie wiem czy nienajlepsza jak do tej pory chociaz nie moge narzekac bo wszystkie poprzednie bardzo dobrze wspominam bo z tymi ludzmi i moimi krejzolami imprezy nie koncza sie inaczej :)"S" krejzol tez poszalala troche ... hi hi bo to zwariowane takie ze nie pojmiesz ;) super szefowa...ale i Arek jest spoko, no i Tomasz sie troszke z innej strony pokazal...pozniej z buta wracalam z "S" do domu...a ze "S" mieszkala blizej miejsca imprezy to pozniej zataczalam sie sama do  he he he -zarcik nie bylo tak zle ;) rozkaz byl ze mam sie zameldowac smsem jak dotre do domku i rozkaz zostal wykonany ;) poszlam lulu a wrocilam cos kolo 3. to by bylo na tyle...no moze replay za miesiac ;)
     
    March 13

    1 dzień marcowego urlopu :)

    hejka ... wczoraj przyjechal Grzes do Madzi...bylo bardzo fajnie-troszke sie posmialismy :) dzis dzien rozpoczal sie sennie ha ha ha...wstalam z lozka i chce mi sie spac :) dzis tez jest impreza naszych 3 grup z dolu....bedziemy sie integrowac...swoja obecnosc zapowiedzily osoby z goldów zupelnie niespotykane dotad na imprezach :) cieszy taki fakt bo wiadomo ze im wiecej osob tym lepiej i weselej...podobno ma byc cos ponad 40 osob ... zastanawiam sie czy isc...wczoraj zalapalam takiego nerwa ze jak sobie o nim przypomne to mi slabo...zobaczymu jak to bedzie...
    O.Ż.C.W.N.Z.T.U.F :)))) niespodzianka ha ha ha a zaraz ide sobie pochodzic po sklepach i zobaczyc czy przypadkiem nic nie ma dla Madzi :) ale znajac moje szczescie do zakupow to skonczy sie na dlugasnym meczacym spacerze i to bedzie wszystko...no i powrocilam mokra i zmeczona mam nadzieje ze bedzie oki i bedzie widac entuzjazm ha hah - oby :) ruszam na impreze-zobaczymy jak bedzie ...buziolki pa pa pa WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO NASZ KREJZOLOWY OLIVKU!!!!100 LAT ŁOBUZIE :)JESTES JUZ STARA...KREJZOLKA....BO MI TO JESZCZE TROCHE BRAKUJE :)
    March 12

    a bylo tak fajnie...

    dzien rozpoczal sie fajnie humorek swietny...nawet zebranko bylo he he he :)bylo sporo smiechu -szczegolnie z "PAŁKI" I z tej słuchawki co to ja Arek przytagal do "S" i powiedzial ze ma pilny telefon ;) i nie dostalo mi sie po dupie ale moje ROZUMIEM u "S" zrobilo niezla furore :) cholerka i zawsze sie ze mnie smieje -trzeba rzucic wyzwanie i temu -tylko jak ha ha ha kiedy ja lubie swoje ROZUMIEM ;)....byl tez raport z zeszlego tygodnia i jest gites  wygralam walke z guzikiem:) jupiiiii :) 15 sekund wyobrazacie sobie ????? nie moge dojsc do siebie po tym szoku...! tylko jakosc lipna ale i na nia przyjdzie pora choc po dzisiejszych ostanich 2 godzinach doszlam do wniosku ze nie ma co sie nadwyrezac!!!!skonczylam o 18!!! sobie  poszlam wczesniej do domku jasne!!!!!nerw mnie jeszcze trzyma!!!Grzesiu przyszedl pod prace dał buziaka :) fajnie  bo troszke mi humor tym poprawil a jeszcze jak zjadlam kolacje to juz mi sie przeszlo bardziej-wiec nie jest juz zle...ALE!!!!!
    Impreza 3 grup zorganizowana (moja rola sie skonczyla) - wiec zycze wszystkim udanej zabawy- BAWCIE SIE GITES...
    March 11

    tak bardzo szybciutko

    hejka. wlasnie dopiero sciagnelam z pracy....o rany...znaczy sie w pracy siedzialam normalnie 8 godzin tylko troche sie zasiedzialam a pozniej poszlam pochodzic po sklepach...mam godzine na to zeby zjesc i przyszykowac sie na spotkanie z Grzeskiem....dzien minal szybko i pozytywnie :) nie bylo zlego humoru w pracy choc jest pewna sprawa ktora sieje zamet w mojej glowie...ale moze dzis sie wszystko wyjasni zobaczymy...ehhh...jutro ostatni dzien i upragniony dlugowyczekiwany urlop hi hi hi-nareszcie...jutro praca 10 -18....damy rade jak Arek bedzie szefowal na druga zmiane :) he he he...buzka zmykam papacze :)
    March 10

    cos sie dzieje niedobrego...katastrofa...

    czesc.. nie jest najlepiej w ostatnich dniach...nie wiem co sie dzieje...w pracy dziwacznie...moze juz sie wypalilam...jest niedobrze...odliczam dni do urlopu ale bede tesknic za tymi wariatami... a w zyciu osobistym zamet i metlik...musze sie poukladac bo nie wiem co jest grane...jak to wczoraj stwierdzilam z Ela...baba musi wiedziec kawa na ławe...chociaz moze czasem lepiej nic nie wiedziec...sama nie wiem co lepsze..takki chaos ostanio...wlasnie wrocilam z przejazdzki na rowerzyku...tym razem juz ze swiatlami :) swietna pogoda ...wiosna hi hi hi -nareszcie choc pogoda taka zakrecona ze nie zdziwie sie jak jutro bedzie snieg..ale poki co jest fajnie...super sie jezdzilo...jutro do pracy na 8.30...znakiem tego 2 dni do urlopa :) he he he wsteczne odliczanie...buzioki...Olivek łapserdaku wracaj juz!!!!