Madziek's profileMadziek i jej życie.... PhotosBlogListsMore Tools Help

Blog


    December 31

    Sylwester 2008

    ehhh dzien sie rozpoczal wesolo....na 12 do 14 mialam jazde...dzis jechalam 85 km/h poza Olsztynem...odwiedzilam Łęgajny i Nikielkowo :) smiesznie bylo....na Sylwestra dostalam dwa zaproszenia gdzie serce mi sie rozdarlo bo nie wiedzialam gdzie pojsc...czy dobry wybor? oba byly by dobre...szkoda ze nie mozna byc w dwoch miejscach jednoczenie :/ zaraz ide do kuchni cos popichcic zeby wziasc ze soba ...plany sie niestety zmienily i ciezko mi z tym bo przez to niestety odpadla nam ze skladu Monika :( przykro mi bo juz wszystko bylo zaplanowane i wyszla taka lipa...odechcialo mi sie juz isc :( i jakos mi tak dziwnie teraz....smutno...nastroj sylwestrowy gdzies tak zniknal...
    jeszcze zapomnialam o wódce :/ mam nadzieje ze znajde gdzies jeszcze jakis sklep otwartybo inaczej bedzie katastrofa :/
    podsumowanie roku 2008 zrobie jutro  napisze co bylo w nim fajnego ...co zrealizowalam ....co bylo porażka....dzis nie mam juz niestety czasu ...buzka zmykam
    ŻYCZE WSZYSTKIM SZAMPAŃSKIEJ ZABAWY DO BIAŁEGO RANA....SZCZEŚLIWEGO I RADOSNEGO WEJSCIA W NOWY ROK...LICZE ZE 2009 BEDZIE DUUUUZO LEPSZY NIZ 2008...BAWCIE SIE DOBRZE
    December 29

    bardzo bardzo ciezki dzien pracowy ...

    ehhhh alez jestem zmeczona... przedzieram sie przez kazdy kolejny dzien ledwo ledwo.....wrrr...ciezko cholerka mi idzie....gardlo wysiada od tego mamrotania...odebralam swoj bon swiateczny....hehehe a dali go w Wigilie ...dobre-ale nie wazne hehehe  chojnosc ludzka nie zna granic:)  po pracy popełzłam niczym dzdzownica do Alfy celem zrobienia jakis zakupow ale jak zwykle tam sa takie pustki ze az mnie to przytloczylo nieco no ale co mam zrobic .... a teraz naga prawda....PRZYTYŁAM...!!!!!SZOK.... wplyw swiat...ale jeszcze wiekszy tego ze rzucilam palenie...to moze bedzie chamskie ale na jakis czas wracam do LM przynajmniej do odzyskania formy:( przerazilam sie bo niestety kilogramy to ja lapie szybko prawie tak jak fochy ale zrzucic te niemale conieco.....to prawdziy maraton wyrzeczen....a mialo byc tak pieknie na sylwka...jutro ma na 14 do pracy ale przed tym czekaja mnie dwie godziny jazdy na ktore o dziwo wcale nie mam ochoty:/ ide spacku jutro nowy ciezki i dluuugi dzien:/
    December 28

    przed sylwestrowo -poświątecznie

    dziwny nastroj... czas zmienic pewne rzeczy i zaczac troche inaczej zyc...moze to bedzie dziwne ale juz niewiele zostalo z tego co bylo....aczkolwiek ciesze sie cholernie ze to mam ....cos mnie brzusio boli nie wiem czemu:/ musze sie wziasc za siebie bo mi sie przytylo ... pewnie dodatkowo po odstawce papierosow ehh...nie bedzie latwo....niebawem Sylwek a mnie jakos nienastraja ta mysl pozytywnie....osotnio zmeczona jestem praca, prawkiem i wogole....nic mi sie nie chce...dziwnie mi w pracy bez "S"-nie moge przyzwyczaic sie do nowej szefowej choc jest wporzadku i nic do niej nie mam...brakuje mi tez osob ktore zwolnili...jutro mam na 7...ostatnio ciezko sie tam przychodzi a tym bardziej wysiaduje te 8 godzin...mam nadzieje ze jakos dam rade...buziole
    December 27

    powrot do normalnosci....

    po swietach czas do pracy....ojjjj ciezko....nie chce mi sie ostatnio pracowac....wszystko teraz jest inne...8 godzin jakos zlecialo glownie na dziwnych opowiesciach i na czytaniu gazet z pokreconymi problemami nawiedzonych nastolatek:) hahahahaha dobre bylo:P ostatnie 3 godziny bylam wsparciem technicznym wiec marzylam aby czym predzej wyjsc z pracy...po pracy z Gosia ktora o dziwo polubila z nami wyjscia i Tomusiem udalismy sie na piffko a ze dzis sobota i wszystko zawalone ludzmi wyladowalismy w pizzerii na pizzy i goracej herbatce bo poszukiwania wolnego lokum a przynajmniej wolnego stolika wyzielbily nas na maksa ze pozbawiona rekawiczek ubzduralam sobie ze strace swoje palce u rąk wiec przeszla ochota na zimne pifko .... posiedzielismy pogadalismy i przed 23 bylam w domku.jutro znowu na 12 juz nie wspomne ze grafik zaczyna powoli mnie doprowadzac do szalu....ide spac...
    December 26

    hmm i juz po świetach

    hmm...Wigilia byla dziwna...siedzialam z tata i bratem przy stole...mama babcia i dziadek na wsi...zrobiłam kilka potraw i przyznam ze byly calkiem smaczne nawet tata pochwalil :) po Wigilii spacer po mieście z Marta , pozniej pogaduchy u mnie...rano w Boże Narodzenie pojechalam z tata do babci...brat z narzeczona dojechali do nas pozniej...bedac u babci od razu wlaczyl sie klimat rodzinny i swiateczny-tego mi brakowalo :) po obiadku tata dal mi si przejechac swoim autem po malo uczeszczanej wiejskiej drodze:) dziwnie sie prowadzi tak dlugi samochod....ale fajnie bylo :) tylko tata jechal wystraszony i wrecz sparalizowany siedzac obok mnie za kierownica i bedac pozbawionym hamulca:) ale dojechalismy spowrotem cali i zdrowi :) pozniej przyjechal brat z Monika i w sumie bylo smiechowo....oczywiscie jak co roku nie zabraklo emocji switecznych...wczoraj mama jak zobaczyla ze leze sobie i ogladam tv pod kocykiem chciala mi podac poduszke....i tak sie zamachnela z drugiego pokoju ze przykropila w zyrandol ktory sie urwal od sufitu i z wilekim hukiem rozbil sie o stol :) hahaha to bylo podanie za 10 punktów :) dzis dzien zaczal sie normalnie..wstalismy zjedlismy sniadanie i wybieralismy sie na poludniowa msze do kosciola....najpierw pojechal tata babcia i mama jednym autem po czym 5 minut pozniej pojechalam ja z bratem i Monika...jakies pol kilometra od kosciola zauwazylismy wypadek...podjezdzajac zauwazylismy ze to moj tata mial stuczke z jakas laska z łysym napakowanym gosciem....i na skrzyzowaniu skonczyla sie wizyta w kosciele...zaczela sie agresywna wymiana zdan ze strony typa i tej laski wiec musialam wkroczyc z bratem do akcji i troche utemperowac slownictwo cwaniactwa...przyjechali panowie z policji i skonczylo sie na mandacie dla ów rozpedzonej pani ktora wpadla i przykropila wprost w samochod taty ktory ustepowal pierwszenstwa...po calej akcji wrocilismy do domu zdenerwowani ale zadowoleni ze skonczylo sie tak a nie inaczej.....i takie to swieta...w zeszlym roku jadac na pasterke brat złapal gume..w tym taka akcja...oby to nie byla jakas pechowa tradycja...teraz juz jestem w Olsztynie w domku...jest wieczo gapie sie w tv a jutro ide na 12 do pracy....nie chce mi sie strasznie ale nie mam wyjscia poki mnie jeszcze nie zwolnili trzeba tam chodzic...to byly dziwaczn eobfite w rozne emocje swieta 2008... ;)
    December 24

    Wigilia w Olsztynie...

    ostani raz zdarzylo sie to nie pamietam kiedy ze spedzalam w Olsztynie Wigile...w zeszlym roku pisalam na blogu co znacza swieta u mojej babci....w tym roku bedzie inaczej....zobaczymy jak...ide zaraz zabierac sie za ostatnie przygotowywania potraw na wigilijny stol :) zobaczymy jaka ze mnie kucharka hahaha...zmykam tymczasem
     
    Życzę Wszystkim zdrowych i pogodnych świąt Bożego Narodzenia...spędzenia magicznych i niezapomnianych chwil rodzinnym gronie, zycze grzecznym i niegrzecznym duuuużo prezentów pod choinka:)) Wszystkiego Dobrego!!!
    December 23

    przeżyłam-teraz czas na święta

    wrocilam z pracy....dzis przez 8 godz jeczalam ze juz nie moge i chce do domu a dziewczyny ocenily ze mam ważki w brzuchu...najpierw powiedzialy ze motyle ale ja powiedzialam ze skoro motyle to musi to swiadczyc o czyms pozytywnym ale ja wcale tak nie czulam wiec pozostały ważki czyli wewnetrzny niepokoj, stres i sama nie wiem co jeszcze....wczoraj mialam jazde i chyba szlo mi gorzej niz ostatnio...nie wiem czemu..moze dlatego ze mialam dwa dni przerwy:/ moze byl jeszcze jakis inny powod -sama do konca nie wiem....a pozniej ....pozniej byl dziwny wieczor...dobry?zły? nie mam pojecia...wszystko jest takie pogmatwane ....ostatnio nie mam sily na nic wiec ciezko skupic sie na mysleniu i wyciaganiu wnioskow ....dzis znowu jazda o 20...a jutro Wigilia....
    December 22

    dzień na wstecznym & hot news :)

    no to najpierw na wstecznym...wczoraj poszlam do pracy na godzine 12 i jak sie okazalo od rana nie bylo pradu:) siedzialam w sumie bezczynnie przez 3 godziny i nudy straszne....bylo juz nawet ciemniusio i w najlepszym momencie kiedy to zostalo nam 10 min awaryjnego zasilania niestety wlaczyli prad i zabawa sie rozpoczla...stwierdzam ze klienci nie czuja swiat...zamiast myslec o tym co postawic na stol i zyc swiateczna atmosfera wola inne zabawy...no coz...nie wnikam...wieczorkiem pobieglam na piffko z Radzikiem i Michalem a wlasciwie na gin z tonikiem i stwierdzam ze nie bede tego pic bo zle to wplywa na moj organizm -gin ma tendencje do scinania mnie z nog...choc wczoraj bylo tylko tyci tyci i nic takiego nie mialo miejsca ale to juz wystarczy do kreciolka i przestawianiu literek w smsach:)wrocilam grzecznie na 23 do domku.
    no to teraz hot news :) dzis w pracy bylam tak zmeczona ze nie pamietam takich czasów ....oczy sie zamykaly nawet nie mialam sily mowic....wpolprzytomna....to bylo straszne...po pracy pedem poszlam sie zapisac na kolejne jazdy....i wrocilam do domku...niedawno zjadlam obiad i strzelilam sobie mocna kawe zeby dzis nie zasnac za kierownica....nawet tatus chyba stwierdzil ze moge byc zmeczona i zadeklarowal ze mnie podwiezie pod szkole na 20 :) dzieki mu wielkie bo 4 pieszego kursu w tamta strone bym nie przezyla....lece sie zbierac....
    ps mam choinke jupiiii :) poczulam swieta:) reszte napisze po jezdzie:)
    December 20

    kolejna sobota w pracy...

    dzis bylam w pracy na 9.30 do 17.30....bylo nawet smiechowo.... jutro mam do pracy na 12 do 20 i juz pewnie tak smiechowo nie bedzie...od 17 do 20 zostaje sama...byleby szybko przebrnac przez pracowe dni...i doczekac swiat choc te beda odrobine inne niz zwykle...niz co roku...zostaje na Wigilie w domku czyli w Olsztynie-ciezko mi to sobie wyobrazic bo nie przypominam sobie kiedy obchodzilam swieta w miescie...w pierwszy dzien swiat pojade z rodzinka do babci a co za tym idzie do mamy....musze w poniedzialek isc i zrobic jakies zakupy a we wtorek zrobic ostatnie potrawy na mini wigilie...moze jak pojade do babci uda mi sie w koncu namowic tate na to zebym pojezdzila jego autem po jakis polnych drogach:)
    hmm co się dzieję...????halooołłł .... znowu pojade tyłkiem po ludzie, czuje to .....nie jest mozliwym zeby bylo inaczej...spacku mi sie chce łeeeeee
    :( ale ni pojde bo leci moj film w tv :"Tylko miłość"....
    December 19

    kolejne dwie miejskie godziny za mną.....

    o wrrrrr ..... dzionek wolny minal spokojnie leniuchowo itd....ale wieczorem powoli wkradal sie stres....a wszystko za sprawa świadomosci ze zblizaja sie moje 2 godziny kursu a co za tym idzie 2 kolejne godziny jazdy po miescie.....po tych 2 godzinach  stwierdzam ze nie bardzo mi idzie jazda na wstecznym....ale gdy juz siedze teraz spokojnie w fotelu to musze napisac ze szlo mi dzis napewno lepiej niz ostatnio....ufff bo juz myslalam ze moj umysl nie bedzie przyswajal panowania nad autem....dzis po jezdzie rece trzesa sie mniej niz ostatnio ale i tak czuje ze ciezko bedzie zasnac....kolejna jazda w poniedzialek...tymczasem przede mna dwa dni pracy...czas tak szybko biegnie ze wlasnie uswiadomilam sobie ze zaniedlugo swieta...sylwester...nowy rok....o jeny jeny....jutro na 9.30...nie chce mi sie strasznie ..chetnie bym poleniuchowala dalej no ale mus to mus....nic nie poradze...
    December 18

    POŻEGNANIE SZEFOWEJ I JAZDA BEZ TRZYMANKI

    moze najpierw o tym ze sie nabiegalam po miesicie ze ho ho ho nogi mi w tylek weszly... pozniej wrocilam do domku szybko do lazienki kąpu kąpu -wskok w ubranko i podjazd do pracy ...misja zakonczona...po 15 minutach pobieglam na jazde "L-ka" i wczoraj pierwszy raz w zyciu jechalam autem po ulicach mojego miasta....o zgrozo...jechalam i gapilam sie przed siebie...silnik gasl , ruszalam ze zrywem, mylilam kierunki,nie patrzylam na pieszych ani w lusterka...malo co do mnie docieralo a do tego rozpraszal mnie moj instruktor hahaha...podobno taki zachowanie jest normalne...po jedzie wbilam do Amnezji na impreze pozegnalna "S" :( roztrzesiona po jezdzie przez 15 min nie wzielam nawet lyka piwa tak mi lapki trzesly:) ale pozniej wrocilo wszystko do normy...bylo duzo smiechu jak za starych dobrych czasow:) i "S" taka fajna jak kiedys:) mam nadzieje ze to jednak nie bylo nasze ostanie spotkanie i ze bedziemy tam wszyscy spotykac sie jeszcze nie raz....
    wczoraj mialam dzien komplementow :) cudnie:)) milo czasem uslyszec takie slowa:)
    a dzis...wstalam o 5.20 do roboty i o 7 juz siedzialam w pracy ...6 godzin myk myk i wrocilam do domku...zmeczona i senna....na szczescie jutro mam wolne....dzis nie mam jazdy ... jazda odwolana :/szkoda bo polubilam ta jazde ekstremalna:))) zajebiste uczucie:)
     
    December 16

    jazda "L-ka"

    hmm dzis wpis poswiece na opis mojej "jazdy" :) wczoraj czyli 15-tego mialam pierwsza godzine za kółkiem:) hmm jakby to opisac...jazde mam z Rafalem na moje oko 26 letnim instruktorem....Michal skonczyl jazde a ja wsiadlam do samochodu po nim....instruktor wywiozl mnie na placyk i tam byly dwa zadania....ruszaj , hamuj:) najpierw na półsprzegle bez dotykania gazu (nie bylo tak zle) ale pozniej gdy mialam jedna noga puszczac sprzeglo a druga dodawac gazu do 20km/h i utrzymac w tej predkosci to juz nie bylo takie proste...zaczelo sie szarpanie oraz slynne "ja mu w gaz a on zgasł" bylo smiechowo troche pozartowalam sobie z instruktorem na tekst "jutro pojedziemy w miasto" ja odpowiadam -tak chyba do lasu:) po czym instruktor " juz jestes na to gotowa?" hehe no coz nie wychodzilo mi to wczoraj zbyt dobrze(ruszanie) ale cieszylam sie  i mam mile wspomnienia z dnia pierwszego...po jezdzie poszlam na dwa piffka i po 23 wrocilam do domku...dzis bylam w pracy i bylo tak sobie...po pracy umowilam sie z Michalem i zapacilismy juz 2-ga i ostatnia rate za prawko....o dziwo nie wiem po czym ale nie mowiac jak sie nazywam pani wypisala na pokwitowaniu moje nazwisko-czyzbym az tak rzucila sie w pamiec podczas pierwszej wplaty(bylo wtedy troche  smiechu). no coz hehe moze i tak bylo...pozniej poszlam do Michala na kawe i troszke posmialam sie z jego gimnastyki w garniturze:) wtedy tez zadzwonila ów pani z "L-ki" i zapytala czy nie chcialabym pojezdzic jeszcze jednej godziny dzis na co przystalam z ochota:) pozniej wrocilam do pracy i ze Zlotuszka pojechalam do reala a pozniej na jaroty...wyglodniale i zmeczone postanowilysmy wszamac pizze wiec zaszlysmy do Ravioli i skonsumowalysmy obiadokolacje:) z pelnym brzuchem powrot do pracy bo juz nie oplacalo mi sie po 18 wracac do domu zeby po 19 spowrotem ruszyc w to samo miejsce wiec poczekalam w pracy na moje kolejne 2 godziny jazdy:) i wlaczyl sie stres...mialam swiadomosc ze rusze w miasto bez opanowanego ruszania i hamowania:/ pozniej gdy poszlam pod nauke jazdy okazalo sie to cos ..... i wystraszylam sie jeszcze bardziej....ale po chwili instruktor powiedzial ze dzis z tego powodu nie pojedziemy na miasto i to mnie uspokoilo....zajechalismy na palcyk i powtarzalismy ruszaj hamuj z gazem...znowu na poczatku gasl mi samochod za szybko puszczalam sprzeglo, nie w tym momencie gaz..brak synchronizacji i wyczucia momentu....az w koncu powiedzialam sobie teraz albo nigdy i zaczelo mi wychodzic:) samochod przestal szarpac i nie gasl-super uczucie jak cos zaczyna ci wychodzic:) pozniej podjazd i pozmienialam biegi i jechalam na wstecznym:) bylo git:)) no i te rozmowy z instruktorem:)hahaha smiechowo bylo:) tylko tak mi go bylo dzis szkoda:(polubilam go ...na koniec Rafal odwiozl mnie pod sam domek i tak zakonczyl sie moj drugi dzien za kolkiem....jutro impreza pozegnalana szefowej a ja znowu mam jazde...i to o 20 a na 20 jest impreza wiec ugadalam sie z Rafalem zeby przed 21 byc pod Amnezja:)jutro pierwszy wyjazd w miasto ale juz dzis jestem spokojniejsza -mam nadzieje ze bedzie dobrze:)brzusio boli zaraz ide lulu bo jutro musze wczesnie wstac mimo ze dzien mam wolny.....buuuuuzia:)
    December 15

    dziś-zimno wszedzie ...ciemno wszedzie...

    ...co to bedzie....w pracy marzne juz 3 dzien....z klimatyzacji tak wieje ze bez czegos cieplego do picia kostnieja rece...dzis byla katastrofa.....a teraz siedze w domku i kicham co kilka minut-pewnie mnie rozłoży ten ziąb...dzis tez ostatni dzien pozegnalny naszej "S"....szkoda tylko ze nie bylo mnie juz w pracy kiedy sie pojawila i jakos dziwnie sie z tym czuje....no coz...odkad pamietam nigdy nie moglam sie zalapac jak dzialo sie cos waznego...dzis rowniez jeszcze mnie nie zwolnili....ale i tak kazdy nowy dzien przynosi nowe szanse na zwolnienie....wiec kiedys napewno to nastapi....
    dzis mam pierwsza jazde "L-ka" wiec uwaga- z drogi!!!!! boje sie ze nie okiełznam tej maszyny wiec Panie instruktorze mimo ze Pan nie musi radzilabym zapiac pasy :Pza godzinke wyruszam z domu na pochybel :)
    December 14

    czuje ze koniec jest blizej niz sie wydaje...

    zaczne od tego ze snila mi sie horrorzyna.....jakis psychol mnie ganial z tasakami i sie nabiegalam cala noc ...dobrze ze sie nie zasapalam:) pozniej poszlam do pracy ...dzis rano bylo mroźno...stwierdzilam to juz w domku po tym jak wyjzalam przez okno a zaparkowane auta pokrywala lodowa warstwa.... wiec na glowe kaptur z futerem i na lapki grube rekawiczki i ruszylam do pracy...byl ziabek byl...po orzezwiajacym spacerku dotarlam do pracy...dzis czas minal szybko jak na niedziele...jak na pracowa niedziele...sklad w polowie wczorajszy...w sumie bylo znosnie...
    poniej powrot do domku ...znowu opatulona coby zimno nie bylo....brzusio boli:( dzis mierzylam czas drogi do pracy...zajmuje mi to 29 minut:P
    wrocilam do domku i siedze i msle co by tu wykombinowac ale w glowie taka pustka ze coraz bardziej mnie to przeraza....POMOCY -SWIECACE KAPCIE:) jutro jeden ze zblizajacych sie sadnych dni pracowych czyli czas na kolejne zwolnienia....ciekawe za ktorym razem polece...moze juz jutro....i jutro moja pierwsza jazda samochodem ....wrrrr...brzmi groznie:) zobaczy sie jak bedzie:)
     
    December 13

    bardzo dziwnie ...

    dzis bylam w pracy...powiem szczerze ze dzis bylo smiechowo....fajan ekipa -Radzik Olivka i Złotuszka...pracowalo sie bardzo przyjemnie i czas w miare szybko zleciał....gorzej bylo po przyjsciu do domu...dopadl jakies dziwny nastroj i nie wiedzialam co z soba zrobic:( nie wiem ...ostnio tyle smutnych i nierzyjemnych rzeczy sie sie dzieje wokol ze chyba zaczynam to wewnetrznie odczuwac i przezywac....cos okropnego a do tego bol glowy...kazdy dzien jest jakis niepewny teraz i stresujacy....niedlugo mam jazdy samochodem czego tez sie wbrew pozorom troche obawiam...jutro znowu do pracy w poniedzialek i wtorek tez :/ dziwnie....ide spacku bo glowka boli :(
    December 12

    :( tak smutno....

    bylam dzis w pracy-skonczylam o 13...mialam pochodzic po sklepach ale ta informacja od szefowej sciela mnie z nog...."S" idzie na zwolnienie wiec funkcje szefowej przejmuje Justyna ......nie wiem czy jest ktos w stanie zrozumiec to ze jest mi teraz smutno ale gdyby ktos mial tyle wspomnien jakie sa w moim serduchu to wiedzialby dlaczego tak jest....szczerze powiem to mimo ze wiedzialam juz od kilku miesiecy o tym ze jest Fasolek i kiedys odejscie "S" nastapi to dzis jak uslyszalam to ze sie stalo... gdzies w srodku mnie przytkalo i odeszlam w tradycyjnym stylu tak jak zawsze odchodze jak chce mi sie plakac....praktycznie bez slowa i szybko....chcialam sie jak naszybciej ulotnic do domu...przeszla mi ochota na wszystko...jedyne z czego sie ciesze to to ze te bobo niedlugo przyjdzie na swiat i ze "S" nie bedzie juz musiala byc w pracy kiedy dzieje sie taka lipa.....smutno wiec to ze liczba odwiedzin bloga wynosi w tej chwili 6003 tys jakos tym razem nie cieszy
    December 11

    taki sobie 11 grudnia-zwyczajny?

    wstalam sobie o 10...bylo spiochowato wiec bardzo ciezko sie wtedy podniesc z lozka...dzis cala noc zdawalam prawko...hehe podejsc do egzaminu mialam chyba 3 i za 4 zdalam....poki co to tylko sen...zobaczymy jak to bedzie:) zjadalam sniadanko, zaraz czas na kawusie i trzeba sie bedzie powoli zbierac do pracy jednoczenie nastawic sie na 4 dniowy maraton...mam nadzieje ze w pracy sie nieco uspokoilo...ostatnimi czasy kazy dzien byl fatalny i ciezko kiedy sobie o tym pomysle...wlasnie wrocilam po 5 minutowej walce ze słoikiem miodu....ale zwycięzylam:)))
    myk i juz jestem po pracy ...dzis pracowalam do 21...po pracy poczlpalam na 2 soki...soki soki...zeby nie bylo....na koniec sprobowalam czym pachnie hazard i wladowalam w maszyne do gier 10zl ;) ale z moim szczesciem...hehe maszynka pozarla kase i nic łajza jedna nie wyplacila hahahha...w pracy???hmm dziwnie malo nas bardzo...dziwnie sie tam teraz czuje -tak nieswojo...nawet nie wiem jak to opisac .... nie ma juz tylu znajomych twarzy:( "S" dzis przyszla i przysiadla kolo nas gaworzac jak kiedys ale z domieszka Fasolka:) lubie jak opowiada o tym malym Fredzlu...
    z Arkiem jakos ostatnio malo rozmawiam...gdzie sa nasze pilkarzyki....trzeba to troszke zmienic ale ostanio sie tyle dzieje ze chyba kazdy sie w tym gubi i nie potrafi odnalesc...jutro mam na 7 do pracy i tylko na 6 godzin wiec skoncze sobie smiechowo o 13....ciesze sie ....bo pol dnia przede mna i bedzie czas zeby pomyslec nad pewnymi sprawami...moze uda mi sie Michala wyciagnac na wspolna wedrowke po sklepach...cos trzeba jutro ustalic ale zeby ustalic trzeba sie dowiedziec....ostatni czas by zaczac dzialac....
    December 10

    śmiechowa szefowa.....powrót "S"

    znowu obrót o 360' ...znowu jest jak kiedys....piszemy na gadu o jakis slipach , mocowaniu ze słoikiem od ogórków i inych dziwnych rzeczach ktore sa w stanie pojac tylko krejzole...boje sie napisac bo znowu zapesze i bedzie tak jak ostanio a to byl dla mnie smutasny czas bo nie wiedzialam o co chodzi....powrocila choc po czesci szefowa taka jaka poznalam na samym poczatku....
    dzis spalam do 10.30...pozniej male tyci tyci porzadki w domu ....pozniej projekt-ale z tym drugim to ludziska....pomocy!!!!pozniej kapiel chyba z godzine lezalam w wannie:) nalewam takiej goracej wody i wskakuje...i gdyby woda nie robila sie coraz bardziej chlodna moglabym tam lezec caly dzien:) a pozniej to spotkanie....ktore ciezko jest mi opisac.... moze poki co niech tak zostanie... jutro ide do pracy...po dwoch dniach wolnego i przyznam szczerze ze nie mam na to ochoty....wrrrr...przydalo by mi sie ze 2 tyg...hmm kolejna kwestia...swieta tuz tuz...juz wiem ze Wigilia i I dzien swiat wolne....gdyby tak dali jeszcze jeden czyli 26 to pojade na wies...jesli nie to samotne swieta w olsztynie...no coz kiedys musialo tak wypasc....ale jeszcze jest troche czasu:)
    December 09

    chociaz na chwile zeszlo napiecie...

    wczoraj bylam w pracy zwolnili kolejnego kolege z grupy -tak nasza pozytywna dusze....poplakalam sie -nerwy puscily bo to wszytsko takie niesprawiedliwe...ciezko to nawet opisac jakie uczucia sa teraz w kazdym z nas:( pozniej poszlam na pifkoo...dzis mialam dzien wolny , ustwilam sie z Michalem na zakupy ... gdzie my nie byli...nogi nam w tylek weszly ...ale projekt w polowie zrealizowany wiec dzien nie poszedl na marne:) ufff... i juz myslalam ze dzien zakonczy sie tylko bolem nog i zmeczeniem...ale zakonczyl sie jeszcze smiechowymi zakwasami brzucha...po rozmowie na gdau z szefowa splakalam sie ze smiechu...chyba przydala sie  nam taka pogaducha po tym wszystkim co dzieje sie w pracy...ciesze sie...napradwe...to byl taki pozytyw na zakonczenie wieczorku :) takie rozmowy na dlugo zostaja w pamieci:) ale gdzie sa moje piniądze:) gdzie moja wyplata...ni ma nic na koncie-a buuuuuuu
    December 07

    i po weeku pol wolnym pol pracowym

    sobota wolna...spedzona na przygotowywaniu komputerowych projektow ... teraz czas na realizacje:) we wtorek i srode:) wczoraj bylam w pracy usmialam sie do lez ale i smutek chodzi po glowie...moze smiech to jakas reakcja obronna...sama nie wiem...ja juz mam to gdzies...jak mnie beda chcieli zwolnic to sie nawet nie zdziwie...wiem ze jutro ciezki dzien dla  zaprzyjaznionej grupy gdzie chyba tez posypia sie ciecia....pamietajcie tech - jestesmy z wami...a wrazie  czego impreza po wypalcie i Amnezja nasza:) damy rade co by nie bylo ....
    jutro znowu do pracy na 13 a pozniej dwa dni wolnego  ktore beda zabiegane z powodu projektow ale ja tam lubie takie wycieczki i takie zadania...bedzie fajnie :)